Autor – Maciej Kołaciński – terapeuta uzależnień
„Telefon mam zawsze pod ręką”
Na początku terapii wielu pacjentów pyta, czy mogą prowadzić dziennik uczuć w telefonie albo pisać prace terapeutyczne na komputerze. Pisanie ręczne w terapii może dziś wydawać się niepotrzebnym utrudnieniem. Po co sięgać po kartkę i długopis, skoro telefon mamy cały czas przy sobie?
Argumenty zwykle są podobne: telefon mam zawsze przy sobie, szybciej piszę, łatwiej coś poprawić, nie lubię swojego charakteru pisma.
I trudno się z tym nie zgodzić. Telefon czy komputer są po prostu wygodniejsze.
Tyle że w terapii nie zawsze chodzi o wygodę.
W naszym ośrodku dziennik uczuć, listę wdzięczności czy tzw. poranne strony najczęściej prowadzimy odręcznie. Podobnie jest z wieloma pracami terapeutycznymi wykonywanymi między sesjami.
Nie dlatego, że jesteśmy przeciwnikami technologii. Korzystamy z niej każdego dnia. Chodzi o coś innego.
Z doświadczenia widzę, że kartka i długopis potrafią zatrzymać człowieka przy sobie na trochę dłużej.
Czasem odnoszę też wrażenie, że za wyborem telefonu czy komputera nie stoi wyłącznie wygoda. Bywa, że jest to sposób na zachowanie dystansu wobec tego, co trudne.
Łatwiej szybko coś zapisać, poprawić, usunąć albo przeredagować. Trudniej usiąść z kartką i własną ręką napisać:
„Boję się”.
„Wstydzę się”.
„Zawiodłem”.
„Tęsknię”.
„Nie radzę sobie”.
Właśnie takie proste zdania potrafią być w terapii ważniejsze niż kilka stron dobrze brzmiącego tekstu.
Co zmienia pisanie ręczne?
Pisanie odręczne i pisanie na klawiaturze nie są dla mózgu dokładnie tym samym zadaniem.
Badanie Ruuda van der Weela i Audrey van der Meer wykazało, że podczas pisania ręcznego pojawiały się bardziej rozbudowane wzorce łączności między różnymi obszarami mózgu niż podczas pisania na klawiaturze. Autorzy wskazują, że znaczenie mogą mieć tu precyzyjne ruchy potrzebne do tworzenia liter oraz informacje wzrokowe i czuciowo-ruchowe.
Trzeba jednak powiedzieć jasno: nie są to badania pokazujące, że pisanie ręczne „leczy lepiej” albo że papierowy dziennik jest skuteczniejszy od dziennika w telefonie.
Takiego wniosku nie możemy wyciągnąć.
Z perspektywy terapeuty ważna jest natomiast jeszcze jedna, znacznie prostsza różnica.
Pisanie ręczne spowalnia.
A wielu osobom rozpoczynającym terapię właśnie tego brakuje.
Zwolnienia.
Na komputerze możemy niemal ścigać się z własnymi myślami. Napisać zdanie, skasować je, przerobić, przesunąć akapit, znaleźć lepsze słowo.
Kartka daje mniej możliwości ucieczki w poprawianie.
Jedno zdanie zajmuje więcej czasu. Trzeba zostać przy nim chwilę dłużej. Zobaczyć zapisane słowa. Czasem zatrzymać długopis w połowie zdania i zastanowić się, co właściwie próbuję powiedzieć.
W terapii taki moment może być ważniejszy niż sam tekst.
Dziennik uczuć nie jest egzaminem z języka polskiego
Wiele osób obawia się pisania nie dlatego, że nie potrafi pisać.
Boją się, że napiszą coś źle.
Że ich tekst będzie chaotyczny. Zbyt prosty. Nieskładny. Zbyt emocjonalny. Zbyt osobisty.
Że ktoś przeczyta i pomyśli: „Co za głupoty”.
W gabinecie często okazuje się, że za takim lękiem stoi silny wewnętrzny krytyk, wstyd, niska samoocena, perfekcjonizm albo lęk przed oceną.
Niektórzy przez lata nauczyli się mówić w taki sposób, żeby dobrze wypaść. Wiedzą, jak brzmieć rozsądnie. Jak dobrać odpowiednie słowa. Jak opowiedzieć o sobie tak, żeby nie pokazać zbyt wiele.
Terapia idzie w inną stronę.
Nie pytamy: „Jak mam to ładnie napisać?”.
Bardziej interesuje nas: „Co naprawdę się ze mną dzieje?”.
Dlatego nie oceniamy stylu, ortografii ani literackiej jakości pracy terapeutycznej.
Nie szukamy dobrego tekstu.
Szukamy tego, co człowiek naprawdę chciał powiedzieć.
Kiedy pracę terapeutyczną pisze sztuczna inteligencja
Kilka tygodni temu podczas terapii grupowej jeden z pacjentów czytał pracę dotyczącą strat związanych z jego uzależnieniem.
Tekst był bardzo dobrze napisany.
Zdania były uporządkowane. Wszystko miało swoją strukturę. Pojawiały się dojrzałe refleksje, trafne sformułowania i dobrze postawione wnioski.
Teoretycznie wszystko się zgadzało.
Miałem jednak wrażenie, że czegoś w tym tekście brakuje.
Nie było zawahania. Szukania słów. Miejsc, w których człowiek sam nie wie jeszcze, co właściwie czuje albo jak o tym powiedzieć.
Po pewnym czasie okazało się, że duża część tekstu została przygotowana przy pomocy sztucznej inteligencji.
Sam tekst nie był zły.
Problem polegał na tym, że zadanie miało być częścią pracy pacjenta nad sobą, a część tej pracy została wykonana za niego.
Co ciekawe, zauważyli to również inni uczestnicy grupy. Nie potrafili od razu powiedzieć, co im nie pasuje. Po prostu czuli, że tekst nie brzmi jak osobista opowieść człowieka siedzącego przed nimi.
I właśnie tutaj pojawia się ważne pytanie.
Nie o to, czy sztuczna inteligencja potrafi napisać dobrą pracę terapeutyczną.
Potrafi.
Pytanie brzmi: czy o napisanie dobrej pracy w ogóle chodzi?
AI może pomóc. Nie powinna wykonywać pracy za pacjenta
Sztuczna inteligencja potrafi dziś przygotować refleksyjny tekst, wzruszający list, opis emocji albo pracę dotyczącą konsekwencji uzależnienia.
Czasem zrobi to nawet lepiej językowo niż osoba, która przez godzinę siedziałaby nad pustą kartką.
Tylko że terapia nie jest konkursem na najlepsze zdania.
Jeśli zadaniem pacjenta jest przyjrzenie się swoim stratom, relacjom, lękom czy konsekwencjom własnych zachowań, to częścią tego zadania jest właśnie dochodzenie do własnych słów.
Nawet jeśli są proste.
Nawet jeśli się powtarzają.
Nawet jeśli brzmią niezręcznie.
Nawet jeśli napisanie jednego akapitu zajmuje pół godziny.
Sztuczna inteligencja może pomagać w zdobywaniu informacji, psychoedukacji czy porządkowaniu wiedzy. Może też stać się ciekawym tematem rozmowy z terapeutą. O tym, jak AI może wspierać terapię i gdzie przebiegają jej granice, pisaliśmy szerzej w osobnym artykule.
Jeżeli jednak ma napisać za pacjenta tekst o jego własnym życiu, pojawia się ryzyko, że ominie on właśnie tę część pracy, która była najważniejsza.
Dlaczego tak bardzo chcemy, żeby ktoś zrobił to za nas?
Nie zawsze chodzi o lenistwo.
Czasami powód jest zupełnie prozaiczny. Brakuje czasu. Łatwiej coś wpisać w telefon. Człowiek jest zmęczony.
Czasami pod spodem kryje się jednak coś więcej.
Lęk przed pokazaniem siebie.
Przekonanie, że moje słowa są za proste.
Obawa, że ktoś mnie oceni.
Wstyd.
Perfekcjonizm.
Wewnętrzny głos, który mówi:
„Napisz to lepiej”.
„To brzmi głupio”.
„Nie pokazuj tego”.
„Inni potrafią lepiej”.
Wtedy problemem przestaje być samo pisanie.
I właśnie temu warto przyjrzeć się w terapii.
Czy pisanie o emocjach rzeczywiście może pomagać?
Pisanie nie zastępuje terapii i samo w sobie nie jest leczeniem.
Od lat prowadzone są badania nad tzw. pisaniem ekspresyjnym, czyli zapisywaniem własnych doświadczeń, emocji i trudnych wydarzeń. Metaanaliza obejmująca 31 badań i ponad 4 tysiące uczestników wykazała niewielki, ale istotny efekt w zakresie objawów depresji, lęku i stresu. Badania dotyczyły jednak osób zdrowych i grup subklinicznych, dlatego nie można na ich podstawie traktować pisania jako zamiennika psychoterapii.
Nie oznacza to, że każdy powinien prowadzić dziennik ani że każda praca terapeutyczna musi być napisana ręcznie.
Znacznie ważniejsze jest pytanie: po co wykonujemy dane ćwiczenie?
Jeśli ma ono pomóc człowiekowi zauważyć własne emocje, nazwać je, przyjrzeć się swoim zachowaniom albo zobaczyć konsekwencje uzależnienia, to sam proces dochodzenia do słów ma znaczenie.
Gotowy tekst wygenerowany w kilka sekund tego procesu nie zastąpi.
Czy zawsze trzeba pisać ręcznie?
Nie.
Kartka i długopis nie są dogmatem.
Niektórzy mają trudności ruchowe, problemy zdrowotne albo inne ograniczenia, przez które dłuższe pisanie odręczne jest bardzo trudne lub po prostu niemożliwe.
Są też sytuacje, w których zapis cyfrowy będzie bardziej praktyczny.
Forma powinna służyć terapii, a nie stawać się kolejną przeszkodą.
Dlatego najlepiej ustalić ją wspólnie z terapeutą.
Jeżeli jednak głównym powodem rezygnacji z własnego pisania jest myśl:
„AI zrobi to lepiej”,
to warto zatrzymać się właśnie przy tym zdaniu.
Dlaczego tak ważne jest dla mnie, żeby było dobrze napisane?
Co się stanie, jeśli napiszę to po swojemu?
Czego się wtedy obawiam?
To mogą być znacznie ciekawsze pytania terapeutyczne niż te, które wpiszemy do chatbota.
Nie szukamy dobrych tekstów. Szukamy człowieka
Praca terapeutyczna nie musi być idealna.
Ma być twoja.
Dziennik uczuć nie służy do tworzenia eleganckich opisów emocji. Lista wdzięczności nie musi brzmieć jak fragment książki. Praca o stratach nie ma zachwycać stylem.
Może być chaotyczna.
Może mieć skreślenia.
Może być napisana brzydkim charakterem pisma.
Może zająć trzy strony albo pół strony.
Może znaleźć się na niej jedno zdanie, którego napisanie było trudniejsze niż całej reszty.
I właśnie ono może okazać się najważniejsze.
Proces zdrowienia zachodzi w człowieku, który wykonuje pracę nad sobą. Nie w komputerze, który potrafi przygotować ją za niego.
W terapii nie szukamy dobrych tekstów.
Szukamy człowieka.
Potrzebujesz pomocy?
Jeśli zmagasz się z uzależnieniem lub masz poczucie, że tracisz kontrolę nad swoim zachowaniem, możesz zacząć od bezpłatnej konsultacji ze specjalistą ESC.


















































